Street of Harmony

street-of-harmony, georgetown, malezja, ilustracja, scenografia, tomek larek

Spytasz mnie: a Georgetown? Pewnie uśmiechnę się tylko i długo nic nie powiem. Bo jak mam to opowiedzieć? Jeśli uważnie się przyjrzysz, z mojej twarzy wyczytasz, że to niezwykłe miejsce. Być może, zupełnie znienacka wpadnie mi do głowy filuterna myśl. Powiem Ci: wiesz co? wymień jakiś miesiąc, a znajdę Ci o nim historię. Powiesz wtedy: grudzień. Grudzień? No to posłuchaj…
Mieszkamy na skraju dzielnic: chińskiej i hinduskiej. Żeby przejść z jednej do drugiej przecina się ulicę. Jedyną taką na świecie. Mimo że nosi imię Kapitana Kelinga, miejscowi nie bez dumy mówią o niej inaczej: Street of Harmony. Ulica nie jest długa, ma może 500 metrów. Dzięki niezwykłej historii tej niewielkiej wyspy, stała się zgodnym domem sześciu wielkich religii – Islam, Hinduizm, Buddyzm, Chrześcijaństwo, Taoizm oraz Konfucjanizm żyją tu obok siebie. Świątynie wszystkich tych wyznań znajdują się tak blisko, że w jedno się zlewają dźwięki wznoszonych modlitw, mieszają się zapachy płonących ku czci kadzideł, szara mgiełka dymu wędruje między murami, tańczą bębny z dzwonkami, wpadają jak jaskółki prosto w popołudniowe wezwanie muezina, Ganesze obsypią kwiatami, murmurando modlitw… a ,
Zaraz, a co z grudniem? A właśnie! Grudzień, święta…

24 grudnia, idziemy na śniadanie. Jak zwykle, tą samą drogą, przecinamy Kelinga, potem dalej Targową, aż do knajpki przy Chińskiej. Jak zwykle przed śniadaniem, wymieniamy uśmiechy, poranne pozdrowienia z bywalcami tych ulic. Dzień dobry, a co słychać? Tu się na moment przystanie, tam przez chwilę pogada. I nagle niespodzianka, przemiłe zaskoczenie. Właściciel hotelu – Chińczyk, sprzedawca samos – Hindus, starszy mnich – Buddysta, kelner – Muzułmanin, kiedy nas pozdrawiają, do codziennego „Dzień dobry!”, dodają dziś: „Merry Christmas!”

Post powstał na arcyklawym notebooku Acer Aspire TimelineX

9 myśli do „Street of Harmony”

  1. Wspaniały tekst, cudowne doświadczenie i nadzieja staje się również dzięki Wam moim doświadczeniem. Nadzieja, że istnieje świat, który myślałam jest tylko w wyobraźni i pamięci dzieciństwa, w kartach elementarza: gdzie wszystko jest jednoznaczne, przyjazne: Ala ma Asa, a na ganku domu czeka z usmiechem mama. Dziękuję, przy tym tekście można ogrzać się jak przy ppachnącej rozświetlonej prawdziwymi świeczkami choince.

  2. fantastyczna ta „szopka” 🙂
    poczułam się świątecznie dzięki temu postowi – pierwszy raz w tym roku!
    I umilam sobie czas przeglądaniem Waszych starych postów – jestem pod ogromnym wrażeniem Waszych talentów, pracowitości, odkrywczości i innych ości!
    czekam na książkę!

  3. Przepraszamy, ze odpowiadamy dopiero teraz ale i nas dopadlo swiateczne szalenstwo.
    Caramba – ten rysunek, nazwijmy go „scengoraficzny” oczywiscie jest naszego autorstwa 🙂
    Droga Reszto – ano tak rowniez wyglada ten swiat. Niezpominajmy o tym, ze najcudowniejsze w nim jest to, ze nieda sie go okreslic ani zaklasyfikowac. czasem za rogiem czeka na nas kibol a czasem usmiech.
    Pozdrawiamy i wszystkim zyczymy jak najwiecej takich ulic!

Dodaj komentarz