Tashi Delek!

tashi-delek.jpg KLIKNIJ TU, ŻEBY OBEJRZEĆ ZDJĘCIA  Odpowiednie dać rzeczy słowo. Odpowiedni dać słowu sens. Gestem dodać znaczenie. Nie klepać, ale mówić. Nie w eter, a człowiekowi. Temu, tu, namacalnemu, który stoi przed tobą. Przyjacielowi i nieznajomemu. Nie do niego, a dla niego, nie na pamięć, a od siebie. Patrząc w oczy, szczerze, świadomie i z intencją. Odpowiednie dać rzeczy słowo. Czytaj dalej Tashi Delek!

Czystym umysłem malowane

thanki-komiks.jpg
KLIKNIJ TU, ŻEBY OBEJRZEĆ ZDJĘCIA 

Trudno mi będzie pisać o thankach, bo gdy zaczynam o nich myśleć, miesza mi się w głowie. Poważnie. Nie kokietuję, mam tu jakąś wycieczkę osobistą, której nie rozumiem. Jakieś poruszenie. Nie wiem czy kiedykolwiek widziałam coś, co by mnie aż tak zachwyciło, aż takie wrażenie wywarło…

„Wyrwij sobie włos z głowy, pójdź i namaluj nim obraz tak duży jak ty sam, wróć z nim do mnie, a wtedy ci powiem, czy będę cię uczyć.”
Patrzę na jedną z ponad stu wiekowych thanek, zawieszonych w osnutej półmrokiem, wielkiej komnacie klasztoru i wyobrażam sobie, że takimi właśnie zadaniami musieli testować swoich przyszłych uczniów starzy tybetańscy mistrzowie. Czegoś takiego nie widziałam jeszcze nigdy w życiu. Czytaj dalej Czystym umysłem malowane

Upór (cz.2)

ganzi-i-kanding.jpg
KLIKNIJ TU, ŻEBY OBEJRZEĆ ZDJĘCIA 

Zmrok zalewa ulice. Telebim na Placu Ludowym wycina się z czerni nieba.
Jedno długie ujęcie. Atmosfera, mimo że wszystko odbywa się na świeżym powietrzu, przypomina akademię. Scena, na scenie zespół Tybetański, ktoś tańczy, ktoś śpiewa, w tle góry, kamienne tybetańskie zabudowania, piosenka się kończy, zespół się kłania, chińska delegacja klaszcze zadowolona, tybetańska publiczność klaszcze zadowolona. Radość współdzielenia. Cięcie. Czytaj dalej Upór (cz.2)

Upór (cz.1)

kangding-i-ganzi.jpg
KLIKNIJ TU, ŻEBY OBEJRZEĆ ZDJĘCIA 

/Dzieje się to wszystko w Zachodnim Syczuanie, w Chinach, dawnej Tybetańskiej prowincji Kham. W  Kangding (tybetańskie Dartsedo), w Ganzi, w Tagong…/

On? On nic na to nie poradzi, nic nie zrobi z tą zaciekłością. Jest zagnieżdżona w jego genach, każda jego komórka jest nią przesiąknięta.
Powierzchowność ma łagodną i pełną prostolinijnej dobroci, ale…
– Gdyby było trzeba… – Denba zawiesza nagle głos, jakby nie chciał wywoływać wilka z lasu. Na wszelki wypadek nie kończy zdania.
Nie musi. Bielejące kostki zaciśniętych, masywnych pięści mówią więcej niż słowa. Czytaj dalej Upór (cz.1)

Nomadzi

nomadzi-tybetanscy.jpg
KLIKNIJ TU, ŻEBY OBEJRZEĆ ZDJĘCIA 

Nóż wbity w ziemię tuż przy wejściu do jurty chroni przed piorunami. Nóż ma każdy mężczyzna. Kobiety noszą uczepione bioder koziki. Niewielkie, lekko zagięte. Noże mężczyzn są duże, ze zdobioną rękojeścią. To właśnie taki nóż będzie nas dzisiaj strzegł.
Stalowe, mięsiste chmury zaczerniają horyzont. Ciężko pełzają po wzgórzach, otumaniając ciszą wściekle zielone zbocza. Przedburzowy bezruch przerywają jedynie dziwaczne pochrumkiwania jaków, zbijających się niespokojnie w coraz ciaśniejszy krąg. Na zewnątrz wszystko już uprzątnięte. Poprzyczepiane, otulone folią, zabezpieczone, pozwiązywane. Nikt tu nie będzie czekał do ostatniej chwili, nie będzie stawał twarzą w twarz z ciskającą piorunami nawałnicą. Wystarczająco dużo w życiu niebezpieczeństw, zmagań i niepewności. Czytaj dalej Nomadzi

Autostrady po chińsku

autostrady-po-chinsku.jpg
KLIKNIJ TU, ŻEBY OBEJRZEĆ ZDJĘCIA 

Kiedy kamień spada, robi: pac! To wszystko. Wbrew temu, do czego przyzwyczaiły nas filmy, nie podskakuje, nie rozbija się na kawałki, nie toczy z hukiem w nieskończoność. Nie. Spada, robi: pac! i pozostaje w miejscu, w które spadł. Takie zdarzenie nic. Ot, kamień sobie zleciał.

W Europie ta droga byłaby zamknięta. Jak dwa razy dwa cztery. W Europie, takie zdarzenie nie miałoby szansy zaistnieć. Czytaj dalej Autostrady po chińsku

Kołowrotek

rekodzielo.jpg
KLIKNIJ TU, ŻEBY OBEJRZEĆ ZDJĘCIA 

W którą stronę by nie pójść, tam twórcza operetka – chrobotania dłut, postukiwania kowadeł, popiskiwania pił. W którą by stronę nie spojrzeć, tam patchworki barw, wesołe meandry rzeźbień, zalotne krzyżyki haftów. To było zaskoczenie. W kraju – ojczyźnie masówki z metką „made in china”, tyle rękodzieła!
Właściwie w każdym miasteczku, w każdej mijanej wsi samowystarczalność. Trochę jak w średniowieczu: ulica stolarzy, kowali, rymarz, kuśnierz, szklarz, szewc, podwórko – zakątek krawcowych… I multum, multum kolorów. Intensywnych, krzykliwych i trochę kiczowatych. Ale ten kicz nie przeszkadza, on chyba nawet pasuje, tętni życiem, cieszy, bucha optymizmem. I połysk. I złocenia. Gęsto, na grubo, bogato.
Najbardziej mi się podoba zajętość rąk powszednich. Czytaj dalej Kołowrotek

Wieże Himalajów

wieze.jpg
KLIKNIJ TU, ŻEBY OBEJRZEĆ ZDJĘCIA 

Są trochę jak mnisi, którzy lata temu złożyli śluby milczenia. Świadkowie ich świetności dawno już odeszli, pogrzebali w ciszy większość ich sekretów. A jednak one same wciąż imponują potęgą. Górują nad wioskami, oblepiają szczyty, dumnie zdobią czerwienią masywne, strome zbocza.

Wieże Himalajów, tak zwykło się je nazywać, owiane są tajemnicą. Kto je budował, dlaczego, jaką pełniły funkcję, można się tylko domyślać. Pytani o nie miejscowi patrzą zadziwieni i odpowiadają, że były, są i będą, jak te góry dokoła, po co chcieć wiedzieć więcej? Snują się więc domysły. Czytaj dalej Wieże Himalajów

Dziki miód

dziki-miod.jpg
KLIKNIJ TU, ŻEBY OBEJRZEĆ ZDJĘCIA 

Akurat zrzucał kosz z pleców, kiedy przyjechaliśmy na przyklejony do drogi niewielki punkt widokowy. Przysiadł w skrawku cienia i zaczął rozsupływać szare zawiniątko. Wyjął trzy kamienie. Spore, żółto-różowe, poprzerastane mchem. Ułożył je z namaszczeniem na rozłożonym na ziemi worku, ułożył obok nich wagę i zapadł się w letargu właściwym prostym ludziom, których większość życia mija na czekaniu. Czytaj dalej Dziki miód

Rilong

rilong.jpg
KLIKNIJ TU, ŻEBY OBEJRZEĆ ZDJĘCIA 

Rilong to taka mała mieścina na zakręcie. Domy przyklejone do serpentyny drogi wiją się wraz z nią. Cicho tam, nudno i spokojnie. Ale to chyba zasługa czasu w którym jesteśmy. W sezonie musi tu być sporo ludzi, bo okolica prześliczna. W dole wstęgi dolin, w górze pasma ośnieżonych szczytów, a pomiędzy jednym a drugim ociężałe, tkane rzepakiem, kukurydzą i żytem zbocza.

Przykro nam się robi. Tu nie możemy. Tam nie możemy. Jakaś taka zaczyna się rysować męcząca prawidłowość. Czytaj dalej Rilong

Nad ziemią

nad-ziemia-komiks.jpg
KLIKNIJ TU, ŻEBY OBEJRZEĆ ZDJĘCIA 

Wioska
Zmarznięci, mokrzy i głodni dojeżdżamy do wioski której nie ma. Była zaznaczona na mapie ale Chińczycy zaczynają ją dopiero budować. To jeden z tutejszych paradoksów, ale o tym kiedy indziej.
Przed nami prężą się serpentyny podjazdu na 4500 m.n.p.m. 36 km z wysokości 2000 m.n.p.m. na której jesteśmy. Przy prędkości 5km na godzinę to daje nam 7 godzin bez odpoczynku. Czytaj dalej Nad ziemią

Pod niebem

pod-niebem.jpg
KLIKNIJ TU, ŻEBY OBEJRZEĆ ZDJĘCIA 

„Pod niebem nie jest lekko.
Pod niebem nigdy nie wiesz. Niczego nie zaplanujesz.
Pod niebem musisz się poddać zmiennym nastrojom nieba.
Deszcz. Słońce. Grad. Lepka zadymka. Minęły dwa kwadranse, znów słońce pali szczyty.
Znów słońce pali ciebie.
Skrywasz się w cieniu kamienia.
Robisz eksperyment, bo kiedy o tym mówili, ciężko było uwierzyć. Czytaj dalej Pod niebem

Jesteśmy

tybet.jpg
KLIKNIJ TU, ŻEBY OBEJRZEĆ ZDJĘCIA 

Jesteśmy. (Niezmiennie jesteśmy. Przecież to nie nas, a internetu nie było.)
Jak rano napisałam w jednym mejlu, z Tybetu wczoraj zjechaliśmy i powoli wracamy do rzeczywistości. Ciągle tylko nie bardzo wiadomo, które to, to ta rzeczywistość.
I żeby o uduchowienie jedynie chodziło, o wpływ buddyjskiego mistycyzmu (mistycznego, tybetańskiego buddyzmu?) na pojmowanie świata. Nie. Rzecz ma się bardziej przyziemnie – nawet odpowiedź na proste pytanie „gdzie byliśmy?” nastręcza nie lada trudności. Czytaj dalej Jesteśmy