Wesoła nowina.

wesola-nowina.jpg

Budynek jest nie pierwszej już młodości, ale to nawet lepiej, myśli się aż tak nie obijają o sufit, mają przestrzeń, mają się gdzie roztańczyć. Biały zapach farby snuje się delikatnie po pokoju, przykrywa jak pierzyną zakurzone wczoraj.
– No i co, jak ci?
Siedzę na szerokim parapecie, ze wzrokiem zawieszonym między taflą szyby a horyzontem. Zahaczam o karbowane gałęzie, rosnących na skarpie drzew. Różowo pomarańczowe słońce maluje wschodnie elewacje.
– Dobrze. Dobrze i szczęśliwie.

Taka rzecz! Taka rzecz! Rarytas prawdziwy! Trochę podarta, mocno pożółkła, trochę odklejona metka etykietka z napisem „Польша“. Twoja babcia, moja babcia, jego i jej – miały te taborety. Zwyczajne, kuchenne, z białymi nóżkami. Ale, że tu też? To na tę Gwiazdkę chyba rzeczywistość tak uknuła. No dobrze, dobrze, niech będzie, przysiądziemy sobie, odpoczniemy.

Nie to, żeby człowiek chciał nie wiadomo co. Ale obiad w barze na Wydziale Historii, Uniwersytetu, kusi. Tylko te dania jakieś takie trochę egzotyczne. Takie pierwsze wrażenie. W barze-barze chyba bardziej po domowemu było. No ale za to tutaj, ta myśl intelektualna, i w parującej zupie i w sałacie i na serwetce. Będziemy, będziemy się tu stołować. Może w czwartki, jak za króla.

Do siebie, przez gwiazdy. I fioletową, wielką bombkę. Rany, ale ludzie mają pomysły! Świecąca bombka na środku chodnika! Przechodzimy po dwa razy. Przechodzimy, wracamy naokoło i znów przechodzimy. Kto wie, czy się jeszcze zdarzy przez bombkę spacerować, trzeba się nachodzić, może nawet na całe życie żeby starczyło.

Sąsiadka się trochę złości, bo bezdomni wchodzą na klatkę. I śpią. No, żeby tylko spali, to ja bym nic przeciwko, mówi, ale widzicie państwo, w tym tu kącie raz nasikał i w tych sikach leżał, no tak to ja nie mogę przecież się zgodzić… dalej monolog, długi, przerywany tylko, ach! przepraszam, ja tak się rozgadałam, ale sama mieszkam, to sami państwo rozumiecie… Rozumiemy, rozumiemy.

Siedzimy w kuchni i się śmiejemy – no to co robimy w wakacje? No bo tu, tylko do końca czerwca mieszkamy. Tak się, ot, złożyło. Od pierwszego lipca znów niewiadoma, trzeba będzie coś wymyślać. Ale to dobrze, to dobrze. Od jakiegoś już czasu mamy taką kopertę, w którą zbieramy na bilet do Ameryki Południowej.

Oboźna jest siedem. Na czwartym jest hostel. Ale my, tym razem, nie na czwartym. My na pierwszym. Uniwersytet jest Warszawski. Skarpa na której drzewa – Wiślana. A że bombka na Krakowskim stoi, to sami dobrze wiecie, prawda?

To co, Wesołych Świąt, kochani!

Post powstał na arcyklawym notebooku Acer Aspire TimelineX

12 myśli do „Wesoła nowina.”

  1. DZIECI JAK JA SIĘ CIESZĘ I JAK SIĘ STĘSKNIŁAM…
    no po telefonie jakaś niedowiara się pojawiła…a może to dowcip…a może tylko telefon z innego końca świata
    No musiałam sprawdzić
    no i nadal się cieszę
    i całuję i ściaskam

  2. A ja sobie patrze i leżę, leżę i patrze,
    przecież ostatnio nie brałem nie ćpałem
    a widzę dwie zjawy, które mówią TATO wpadliśmy
    tzn. wpadliśmy przejazdem…..siostro proszę
    o konsultacje z okulistą bo mam jakieś zwidy,
    jak to wszystko w porządku, to nie zwidy? no jak
    siostra tak mówi…..:)

  3. Jojo, ojoj, jak jakaś nieodwracalna ostateczność to zabrzmiało:)
    Do końca czerwca najprawdopodobniej jesteśmy w Warszawie. A potem… zobaczymy.
    To nie była podróż życia, ale życie w podróży, dlatego w nasze czucia i myślenia nie bardzo się wpisuje koncepcja końca i początku. Panta rei, proszę pani:)

  4. Nie no… przed podróżą, zanim się urzeczywistniła, były plany i pewne ruchy wykonywane, ku podróży 🙂 Czyż nie? To teraz podpytuję o plany czy coś… szczególnie, że pisaliście o życiu studenckim, prawda? 🙂 Tak czy inaczej w wolnej chwili zapraszam na Krzywoń Anieli. To niedaleko!

Dodaj komentarz