montevideo

zeszyty strony-66.jpg
http://picasaweb.google.pl/maugoska/Montevideo#

montevideo ma pecha.
teoretycznie ma wszystko. niecodzienne polozenie – rzezbiony wzgorzami cypel wtula sie w nurt rio de la plata, niesamowita, kolonialna zabudowe – rzesze wloskich, hiszpanskich, francuskich architektow urzeczywistnialy tu swoje najsmielsze idee, ma ciekawa historie, dlugie kilometry otaczajacych miasto plaz, mnostwo parkow, bulwarow i deptakow, przyjazny, dzielony porami roku klimat.
teoretycznie ma potencjal. usadowione na styku kultur i tradycji, jak zadne miasto na tym kontynencie, moze czerpac z temperamentu rio, z europejskosci buenos. teoretycznie mogloby byc perelka, kwintesencja tego, co je otacza, mala argentyna, mini europa i brazylia w jednym. ale nie jest. swoj potencjal zamienilo na kompleks. teoria rozmydlila sie w praktyce, mimo nieustajacych prob, montevideo pozostaje blade. nie tetni, nie ma energii, jest zaspane i… zapite. na trzezwo – nieznosne. nudne i nijakie. mimo, ze dusze by za to oddalo, nie jest wielkim buenos, nie jest goraca brazylia, nie jest europa. zamiast czerpac z wplywow, zbudowac na nich swoja wlasna, niepowtarzalna, kolorowa mozaike kultur, ono przez te wplywy zostaje wyzute, wyssane z tozsamosci, z charakteru. jest jak zmeczona poezja, duch, miasto widmo. sprawia wrazenie, jakby jego tworca nie mial sily, umiejetnosci dokonczyc dziela. tu zaczal – zostawil, tam wymyslil – zapomnial, fascynacja – zniknela, energia – gdzies prysla… jest troche jak pijak-filozof z wielka dusza poety. brukuje swoje pieklo ideami, checiami, slomianym zapalem. nie ma w nim konsekwencji, sily, spojnosci.
nie ma puenty.

2 myśli do „montevideo”

Dodaj komentarz