Iskra boża

kapadocja-iskra-boza.jpg
KLIKNIJ TU, ŻEBY OBEJRZEĆ ZDJĘCIA 

„A w duszy Kapadocja mi śpiewa… ”

Na co dzień i zazwyczaj w boga nie bardzo wierzę, zawłaszcza w tego jednego, co stworzył i tak dalej. Trochę mi on naciągany, a trochę doklejony, trochę jakby na siłę do przeróżnych teorii, zagadnień i tłumaczeń. Umysł mam dość logiczny i jak na niegrzeczną przeszłość szalonych lat młodzieńczych całkiem racjonalny, więc dobrze mi z tą niedowiarą.
Na co dzień. I zazwyczaj.

„Nie. To niemożliwe. Takie miejsca nie istnieją. My… my nie umiemy tego opisać”. To cytat ze mnie samej, piszącej, czy raczej właśnie bezbronnie nie piszącej o Carretera Austral, słynnej chilijskiej „siódemce”. Tego, co tam widzieliśmy nie odda żadne słowo, ba, nawet zdjęcie nie odda, bo to jedno z tych miejsc, które – jak zachód słońca – choćby nie wiem jak zwinnie w kadrze zatrzymane, powielone bledną. Za to oglądane…

Jest coś mistycznego w ich niepokornym pięknie, coś co serce rozrywa, coś co okrzyk wydziera i wyciska łzy. Stoisz, patrzysz i milczysz, bo mowę ci odejmuje. I tylko dusza się miota, dusi i wariuje, nagle zbyt ogromna w tym zbyt małym ciele. Chcesz, żeby czas się zatrzymał, jest ci wszystko jedno, myślisz: „Mogę umierać, choćby i w tej sekundzie!”, by za sekundę krzyknąć: „Wiecznie! Chwilo, trwaj wiecznie, błagam, nigdy się nie kończ, na zawsze chcę tu zostać!”.

Jest coś niepojętego w uroku, w magii tych miejsc. Niewytłumaczalnego. Jakiś nadpierwiastek, który choć w boga nie wierzę, na co dzień i zazwyczaj, tam sprawia, że mój umysł wraz z całą racjonalnością jakby tracą rezon. Jakaś iskra boża, którą muśnięte ulotnie fiordy Patagonii, kordyliery Boliwii, połoniny Tybetu czy skały Kapadocji zdają się dawać głos bogu, jakby przez ich piękno pytał rozbawiony z tego swojego nieba: „No jak ci się podoba, ładnie nie istnieję?”

Post powstał na arcyklawym notebooku Acer Aspire TimelineX

7 myśli do „Iskra boża”

Dodaj komentarz