money, money, money…

zeszyt azja-2.jpg

myanmarski bank absurdow, zdaje sie nie znac zupelnie, znaczenia slowa: granica. rozsmieszalby do rozpuku, gdyby nie to, ze wszystko wydarza sie naprawde. i jak najbardziej powaznie.
w 1985 roku, rzadzacy krajem dyktator obchodzi 75 urodziny. numerologia i astrologia (ne win jest zagorzalym wyznawca jednego i drugiego), zgodnie przyznaja, ze taki jubileusz wymaga uczczenia. 3 listopada, wprowadzone dekade wczesniej banknoty 25-, 50- i 100-kyatowe zostaja wycofane, by ustapic miejsca galowemu nominalowi „75”. rok pozniej, do kompletu, dodrukowuja sie 15- i 35-kyatowki. i byloby uroczyscie, wesolo i radosnie, gdyby nie fakt, ze… wycofane z dnia na dzien pieniadze mozna wymienic na nowe, jedynie w bardzo ograniczonych ilosciach. ludzie traca wiekszosc oszczednosci.
niecale dwa lata pozniej, gdy przycichly urodzinowe famfary, do glosu dochodzi dziewiatka, ulubiona cyfra generala. nadworny astrolog spieszy z potwierdzeniem: im wiecej dziewiatki dookola, tym pewniejsze, ze general dozyje szacownych lat dziewiecdziesieciu. sprawa wagi panstwowej, nie ma na co czekac. 5 wrzesnia ’87, bez zapowiedzi zostaja wycofane banknoty 25-, 35-, 75- i 100-kyatowe. zamiast nich, na scene wkraczaja poddzielne przez 9 nominaly „45” i „90”. tym razem jednak, rzad nie zawraca sobie glowy taka drobnostka, jak wymiana starych pieniedzy na nowe. ludzie traca wszystko. to przelewa krople wytrzymalosci. protesty, demonstracje i powstanie 8888, doprowadzaja 8 sierpnia ’88 do wycofania ne win’a z oficjalnej sceny. konczy sie akt pierwszy tej czarnej komedii absurdow.
kolejna „denominacja” zostaje przeprowadzona w bialych rekawiczkach. 20 czerwca ’89, w zwiazku z rozpoczeciem „nowej ery”, zostaje zmieniona nazwa kraju. kolonialana birma staje sie dajacym nowe nadzieje i jednoczacym skloconych, swietlistym myanmarem. co zrobic, nowy kraj wymaga nowych banknotow. kolejne lata przynosza, obowiazujaca do dzis, poddana w 2004 roku operacji wyrownania rozmiarow, pelna game: 1, 5, 10, 20, 50, 100, 500 i 1000. a co ze starymi, szczesliwa „45” i „90”? nic. rzucone na pastwe inflacji, denominuja i wycofuja sie same.
komedii akt trzeci:
w 2003 roku, zostaje zniesiony, obowiazujacy turystow nakaz wykupowania, rownowartych 200stu dolarom, bonow platniczych (FEC). klopot z nimi polegal na tym, ze byly uznawane jedynie w drogich, rzadowych hotelach i agencjach turystycznych. na codzien – nieuzyteczne. mozna je kupic i teraz, jednak poza zorganizowanymi grupami emerytow, niewiele osob sie na to decyduje. dzis, w myanmarze kroluje dolar. zywy, zielony i… nieskazitelny. bankomat – nie ma takiego urzadzenia. wszyscy sa wiec skazani na gotowke. a gotowka ta, ma swoje wymagania. kazdy banknot musi byc: nowiutki, czysty, nie pognieciony, wydany po 96 roku, z tej a nie tamtej serii i najlepiej studolarowy. inny – zagiety, z malenkim nawet napisem, odrobine starty – wart jest tyle, ile papier plus ta odrobina farby drukarskiej. nikt go nigdzie nie przyjmie. i to nie chodzi o to, ze bedzie i sie migac i krecic. tu, nawet zwykly cinkciarz, po kursie nizszym o polowe, po prostu go nie wezmie. dlaczego? bo nic z nim nie zrobi. bo tu, w myanmarze, wart jest tyle, ile….
no wlasnie. ile? oficjalnie myanmarski kyat, jest silna, stabilna waluta. oficjalny, rzadowy kurs wynosi K6.55 za dolara. naprawde calkiem niezle. zaraz, ale dlaczego na lotnisku, w oficjalnym, rzadowym kantorze, za tego samego dolara placa 450? dlaczego? bo chca naciagnac. bo juz w rzadowym hotelu, dostaniesz kiatow 900, a zaraz za rogiem, na targu, nawet 1050. w zamian za sto dolarow, wzorcowe, prosto z drukarni, otrzymasz gruby plik, 1000-kyatowych szmatek. o ile sie nie dasz oszukac. lecz to juz inna historia.

5 przemyśleń nt. „money, money, money…”

  1. oooo! to czekam na tę inną historię! znajomi postanowili wypróbować na sobie jeden ze standardowych tricków lokalnych cinkciarzy i opisali to potem na swoim blogu.

    a tak btw – dziś w efakt.pl tytuł „Horror! Wojciechowska zatrzymana w Birmie”

    🙂

    1. kochana, te inne historie to kiedys przy winku… dla zabawy zdisfrutowalismy kilku cinkciarzy, ale nie przyszlo nam do glowy, zeby o tym pisac:)
      a wojciechowska w birmie… co tam za ekologiczna katastrofa? nargis przeciez juz dwa lata temu… susza? po susze to niech do paragwajskiego chaco jedzie. tylko z chaco jej nikt nie wyrzuci, nie bedzie takiej promocji:) a swoja droga, jesli nie chodzilo jej o sensacje, jesli robila to na powaznie, to trzeba byc skonczonym kretynem, zeby liczyc na to, ze junta wpusci cala ekipe, zeby filmowala to czego nawet birmanczycy nie mogli ogladac. temat propagand przedwyborczych pomijam….

Dodaj komentarz