Tęsknoty wiosenne

komiks-marianna7.jpg
KLIKNIJ TU, ŻEBY OBEJRZEĆ ZDJĘCIA 

Kochani, od soboty banan nam z twarzy nie schodzi, i wzruszeniowo nam i szczęśliwie aż rozpiera.
DZIĘ-KU-JE-MY WSZYSTKIM!!! I tym, którzy dotarli, i tym, którzy dotrzeć nie zdołali, ale dobrym słowem przytulili.
Jedną mam tylko niepewność… Nie zapomnieliśmy przypadkiem zaznaczyć na listach życzeń, że yyyyy…. że ZIMY nie chcemy?
Ale to nic, to nic, w śniegu, w mrozie, byle szczęśliwie było!

A mnie refleksja taka naszła. Napisałam raz w liście tak:
„Opowiem ci coś.
Pierwszego roku, kiedy byliśmy w świecie i przyszła wiosna, myślałam że nas skręci. Te myśli niesforne o bzie na Saskiej, o kasztanach, o Krakowskim Przedmieściu w ten jeden jedyny w roku specjalny weekend, kiedy ożywione słońcem dziewczyny, wszystkie jak jeden mąż, wdziewają krótkie spódnice. I siedzenie wtedy pod bramą Uniwersytetu, na chodniku, z winem w dłoni i oczami na poziomie tych ich nóg bardziej tańczących niż idących… Tęskniliśmy jak szaleni.
Drugiego roku było trochę łatwiej, bo w kwietniu wylądowaliśmy na wojnie* w Tajlandii, potem w Birmie i u uchodźców i zanim się zdążyliśmy wykaraskać z szoku rzeczywistości to i Dzień Dziecka minął i po wiośnie. Ale pamiętam, że i wtedy, niezmiennie i uparcie powtarzaliśmy sobie, że jeśli wracać do Polski to tylko, TYLKO wiosną, bo ona najpiękniejsza i taka już wytęskniona.
A rok trzeci co? Wiosna? A tak, tak, ślicznie, takie wszystko świeżutkie… A za czym tęsknisz najbardziej?
O rany, najbardziej, najbardziej… to chyba za listopadem. Tak coś przed osiemnastą i żeby było zimno, gnuśnie i na granicy, tak że nie można powiedzieć czy to deszcz jeszcze czy śnieg już i żeby wiatr wiał tym w oczy i żeby było mgliście i pomarańczowo od świateł warszawskich latarń… A potem przysiąść sobie na kwadrans w Barze Piotruś, przy jednym czy drugim oknie i mieć w kieliszku trochę Luksusowego Winiaczku. Ale nie za dużo, nie za dużo, bo zaraz trzeba już iść, pogodą się nacieszyć.
Pomyślałabyś?”

To niewiarygodne, nic a zupełnie nic się w nas od czasu napisania tego listu nie zmieniło. Coś się w którymś momencie znienacka przekliknęło i każe wściekle kochać słotę, błotę ciemną, późnojesienną malignę. Nie umiem tego zrozumieć. Przekora? Początek szaleństwa? A może to trochę jest tak, że w słońcu, to wszędzie ładnie. A w szarudze, w plusze tylko Polsce do twarzy? Cóż, oby do Listopada!

* chodziło o przeciągające się kilka miesięcy, krwawo zakończone demonstracje Czerwonych Koszul

Post powstał na arcyklawym notebooku Acer Aspire TimelineX

5 przemyśleń nt. „Tęsknoty wiosenne”

  1. A wiosna kpi sobie z nas w najlepsze. Ani słońca, ani świeżej zieleni, ani krótkich spódniczek. Lepienie zająców wielkanocnych ze śniegu i lany poniedziałek, podczas którego nikt nawet nie zmókł, bo nie było jak… Chyba nawet najwięksi fani zimy powoli zaczynają zmieniać preferencje. Każdy już chce deszczu i wiosny.

Dodaj komentarz